Dlaczego zbudowałem Skanomat

Narzędzie, którego sam szukałem

Przez ponad 20 lat odpowiadałem za rozwój jednych z największych polskich e-commerce: od budowy kanałów cyfrowych po zarządzanie sprzedażą online. I regularnie brakowało mi tej samej rzeczy: szybkiego sposobu na sprawdzenie strony.

Zanim zaczniesz współpracę z partnerem: czy jego domena jest bezpieczna, czy nikt się pod nią nie podszywa, jak stoi w wyszukiwarce, czy gra zgodnie z przepisami. Po każdym wdrożeniu na własnym sklepie (a bywało ich kilka dziennie), czy nic się nie wysypało i strona nadal spełnia to, co spełniała wczoraj. Takiego narzędzia nie było. Były skanery SEO i pomiar wydajności, ale żadne nie patrzyło na stronę tak, jak patrzy na nią jednocześnie urząd, klient i wyszukiwarka.

Potem przyszły trzy lata, które zmieniły skalę problemu. Omnibus, GPSR, dyrektywa towarowa, dostępność (EAA/WCAG), DSA, AI Act: lista rzeczy do sprawdzenia urosła tak, że checklista przestała wystarczać: ręczna weryfikacja każdego punktu to dni pracy, a ile kosztują przeoczenia, pokazuje baza kar. Na styku tych wymagań powstaje zresztą nowa rola: ktoś pomiędzy specjalistą UX a prawnikiem. W dużej firmie ta rola ma etat. W małej nie ma jej wcale.

I tu jest sedno. Znajomi prowadzący mniejsze sklepy pytali mnie dokładnie o to, o co sam pytałem swoje zespoły. Tylko że mały sklep nie zatrudni prawnika, eksperta od bezpieczeństwa, specjalisty WCAG i SEO-wca. Musiałby mieć pięciu specjalistów, a ma trzy osoby na pokładzie: do wszystkiego. O lukach właściciel dowiaduje się więc zwykle za późno: z wezwania organu albo od klienta, który wytknął mu na stronie nieścisłości (cenę promocyjną niezgodną z przepisami, brakującą informację, zapis regulaminu sprzeczny z prawem).

Sam zresztą, budując własne projekty internetowe, potrzebowałem walidacji zgodności na bieżąco, przy każdej zmianie przepisów. W pewnym momencie przestałem szukać narzędzia i je zbudowałem.

Kto korzysta i jak

Duży sklep sprawdza Skanomatem otoczenie: serwis partnera przed podjęciem współpracy, blog firmowy, landing kampanii, oraz własną stronę po wdrożeniach, których dziś potrafi być kilka dziennie. Mały sklep dostaje to, co duzi mają we własnych zespołach: przegląd prawa, SEO, UX, wydajności i reputacji w jednym raporcie, bez zatrudniania pięciu specjalistów.

Trzy zasady

  1. Pomiar zamiast opinii. Każdy punkt kontroli ma jawny stan: ZMIERZONE, OCENA AI, NIEZMIERZONE albo BŁĄD POMIARU. Cookies mierzy prawdziwa przeglądarka, dostępność mierzy axe-core, wydajność mierzymy na realnych progach Google. AI ocenia tylko tam, gdzie potrzebna jest ocena, i zawsze jest to oznaczone.
  2. Uczciwy zakres. Raport mówi wprost, ile punktów sprawdziliśmy w Twoim pakiecie, co jest poza zakresem i dlaczego. Jeśli pomiar się nie powiódł, piszemy BŁĄD POMIARU, a nie zmyślamy wyniku.
  3. Bez straszenia. Finding to obserwacja z podstawą prawną, priorytetem i planem naprawy. O tym, co z nią zrobisz, decydujesz Ty: z raportem w ręku łatwiej o rozmowę z agencją, prawnikiem albo działem IT.

Czym Skanomat nie jest

Skanomat nie zastępuje prawnika ani agencji wdrożeniowej. Po audycie wiesz, co naprawić i w jakiej kolejności, zanim znajdzie to urząd, konkurent albo klient. Wdrożenie poprawek i sprawy sporne zostają u specjalistów: raport daje im gotową, priorytetyzowaną listę.

Kto za tym stoi

Skanomat buduje Bartosz Ratajewski, praktyk e-commerce z ponad 20-letnim doświadczeniem na stanowiskach dyrektorskich i menedżerskich w największych polskich firmach handlowych: odpowiadał za rozwój kanałów cyfrowych i zarządzanie sprzedażą online. Jako Dyrektor Sprzedaży Elektronicznej odpowiadał za e-commerce w RTV EURO AGD, sklepie z nagrodą Baymard Institute za Top 1% UX performance in Product List & Filtering on Mobile (case study: baymard.com/ux-benchmark/case-studies/rtv-euro-agd). Skanomat jest produktem AI Business Hub, firmy konsultingowej AI dla e-commerce: ta sama metodyka jest stosowana w płatnych audytach konsultingowych, a Skanomat udostępnia ją w formie produktu. Więcej: aibh.pl

Zobacz, jak wygląda efekt